piątek, 4 października 2013

Dzień pierwszy

Możesz mnie mieć na własność, nawet jeśli mnie nie znasz.


PONIEDZIAŁEK

*jakiś czas później*

   Szłam lekko zaniedbanym chodnikiem, wracając z uczelni. Moje kroki były równe, a podeszwy trampek, w które się przyodziałam, stąpały po betonowych płytach, niczym tren sukni ślubnej, miękko, gładko i taktownie. Wokół mnie kręciło się mnóstwo ludzi, z każdych drzwi wylewały się dzikie stada rasy ludzkiej. Podążałam ze spokojem środkiem miasta w godzinach popołudniowego szczytu.
   Dzień był ponury, niebo zachmurzone, ciśnienie niskie, a powietrze jakby stęchłe i bez zawartości tlenu, którego wciąż brakowało w moich płucach. Może to za sprawą tego, że tępo mojego chodu było zawrotne. Zdziwiłam się nawet, że jeszcze na nikogo nie wpadłam, a zwracając uwagę na moje roztrzepanie, było to, co najmniej, dziwne, żeby nie powiedzieć niepokojące.
   Moje stopy oderwały się od płyt i teraz miękko stąpały po zazielenionym trawniku. Nie lubiłam chodzić dookoła bloku, więc zawsze wybierałam drogę na skróty. Trzeba było tylko uważać, żeby nie potknąć się o wystające korzenie rosnących nieopodal dębów, które jesienią nabierały wszystkich ciepłych odcieni.
   Zerknęłam na moment na niebo, wiszące nad moją głową, które spowiły szare chmury. Nie były one burzowe, ale z pewnością deszczowe. Przyspieszyłam kroku. Cały radosny błękit, którego dziś i tak było niewiele, został zasłonięty wszystkimi delikatnymi szarościami. Za obłokami można było dojrzeć słońce, które nie miało żadnych szans w starciu z kłębami skroplonej pary wodnej.
   Poczułam na policzku kroplę wody. Zaczynał siąpić deszcz. Pojedyncze kropelki spadały na ziemię. Na moje szczęście wejście na klatkę schodową było, jak rzut beretem. Obejrzałam się za siebie. Nad Rzeszowem panowało oberwanie chmury, czego nawet nie zapowiadały te pojedyncze oznaki opadów. Tafla lejącej się z nieba wody powoli zmierzała ku osiedlu, na którym mieszkam.
   Wpisałam kod otwierający drzwi i, zaraz po usłyszeniu otwieranego zamka, popchnęłam je. Przekroczyłam próg i poczęłam przeszukiwać kieszenie. Odnalazłam dobrze znany mi przedmiot i schodami podążyłam na drugie piętro budynku.
   Pokonując ostatni schodek, zauważyłam wysokiego chłopaka, stojącego pod trzydziestką szóstką, mieszkaniem moim i mojej przyjaciółki, Amelii. Minęłam go bez słowa i przekręciłam klucz w zamku. W środku było pusto, sugerując się systemem, który ustaliłyśmy.
- Przepraszam, mieszkasz tu? - Usłyszałam za sobą nieśmiały głos.
   Odwróciłam się twarzą do pytającego.
- Tak. Od paru miesięcy. Mogę w czymś pomóc?
- Mam tu pewien adres - wyciągnął z kieszeni kartkę i podał mi ją. - To tutaj?
- Tak. Kto dał ci ten adres?
- Pewna dziewczyna.
- Wiesz, jak miała na imię?
- Niestety nie. Tego właśnie chciałem się dowiedzieć.
   Wyciągnęłam z portfela zdjęcie przyjaciółki.
- To ona? - Spytałam, pokazując fotografię.
- Tak, to ona. Znasz ją?
- Jasne. Wchodź - powiedziałam, zapraszając go gestem ręki do środka.
- Zdejmować buty? - Spytał, stając w przedpokoju.
- Byłoby miło. Mniej sprzątania.
   Zaśmiał się. Chyba go to lekko rozbawiło... Albo był tak speszony, że atmosferę próbował poprawić odrobiną swojego - przyznam - uroczego śmiechu.
   Mieszkanie było 3-pokojowe. Dwa pokoje służyły nam za sypialnie a trzeci - największy - za pokój dzienny. Posiadałyśmy również łazienkę z natryskiem oraz aneks kuchenny, znajdujący się w ostatnim, z wspomnianych wcześniej, pokoi, w którym spędzałam dużo czasu wraz z Melką.
- Zapraszam - powiedziałam, kierując się ku drzwiom naprzeciw.
   Gość niepewnie ruszył za mną.
- Chodź, nie gryzę.
- Nie wątpię - zaśmiał się.
   Posłałam mu uśmiech na zachętę. Poczułam, że stres uszedł z niego, jak życie z ciężko rannego człowieka: z trudem, ale jednak.
- Usiądź sobie - wskazałam jeden z krwistoczerwonych foteli. - Już dość się nastałeś.
   Uśmiechnął się i zajął miejsce.
- Napijesz się czegoś? Kawa? Herbata? Woda? Sok?
- Herbatę bym prosił.
   Zadziwiła mnie jego grzeczność. Nie była taka pedantyczna, ale mimo to rażąca, kiedy żyje się wśród ludzi odwiecznie rzucającymi kurwami w sytuacjach, w których nie było nawet sensu tego robić. A może to tylko pozory? Może chce uśpić moją czujność, lub szybko zdobyć zaufanie?
   Wstawiłam wodę i zorientowałam się, że wciąż mam torbę na ramieniu.
- Przeproszę cię na chwilę - powiedziałam, wskazując ekwipunek.
- Dobrze - odpowiedział uprzejmie, uśmiechając się lekko.
   Rzuciłam torbę przez drzwi do sypialni i wróciłam do gościa.
- Na Amelię sobie jeszcze poczekasz. Kończy wykład za dwadzieścia minut - stwierdziłam, patrząc na zegarek - więc jeśli za pół godziny się tu zjawi to masz szczęście.
- Rozumiem, czyli ta dziewczyna ze zdjęcia ma na imię Amelia?
   Pokiwałam powoli głową, zalewając herbatę wrzątkiem.
- A ty? Jak masz na imię?
- Magdalena, ale możesz do mnie mówić Lena - przedstawiłam się. - Czy jak tam sobie chcesz - mruknęłam, wzruszając ramionami. - Sam wrzątek?
- Wolę nie - odrzekł.
- Dobra - powiedziałam, dolewając mu zimnej, przygotowanej wody. - Z cytryną?
- Nie.
   Postawiłam oba kubki na stoliku przed nim, a cukier i pudełko kruchych ciastek, które moja przyjaciółka zwiozła kilogramami od swoich rodziców, wyciągnęłam z szafki spod telewizora.
- Jak poznałeś Melkę? - Spytałam, biorąc łyk ciepłej, ale nie gorącej, cieczy.
- Nietypowo - przyznał. - To z pewnością - uśmiechnął się. - Zaczepiła mnie na ulicy, dała kartkę z adresem i powiedziała, że jeśli nie przyjdę i tak mnie znajdzie, bo wie, gdzie trenuję.
   Idiotko, skarciłam się w duchu.
- Piotrek, prawda?
- Tak - odpowiedział zdziwiony. - Nie przedstawiłem się?
- Nie - potwierdziłam.
- Ale ze mnie nietaktowny facet! - Pokręcił głową z niedowierzaniem.
- No co ty! - Zaśmiałam się. - Nawet tak nie myśl! Głupio się spytałam, od razu powinnam cię skojarzyć, w końcu uwielbiam siatkówkę.
- Kibicujesz Sovi?
- Okazyjnie. Wolę sezon reprezentacyjny, ale przyznam, że byłam na paru meczach ligowych.
- Kiedy ostatni raz?
- W ubiegłym sezonie na jednym z ćwierćfinałów.
- Super - uśmiechnął się.
- Też się cieszę - upiłam kolejny łyk. - Słuchaj, Melka powiedziała coś więcej?
- Właśnie nie - powiedział zażenowany. - Przyciągnęła mnie ciekawość.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła - puściłam mu oko. - Co z niej za dziecko - wyjęczałam, zmieniając ton. - Ciekawe, co tym razem namiesza.
- To znaczy?
   Moje dość tajemnicze stwierdzenie przykuło jego uwagę.
- Ostatnim razem, jak przysłała nam do mieszkania jakiegoś chłopaka to oskarżono ją o handel narkotykami. Ostatecznie oskarżenie zostało wycofane.
- Przebojowa dziewczyna - zaśmiał się.
- Czasami trudno za nią nadążyć, a przede wszystkim z nią wytrzymać.
   Ktoś wszedł do mieszkania. Ktoś, oczywiście Amelia, bo kto inny by nawijał od progu? Pokazałam Piotrkowi, żeby milczał. Posłusznie pokiwał głową i wysłał mi cwaniacki uśmieszek. Mała nauczka się należy tej burzy loków.
- Cześć, siostra! - Krzyknęła, zapewne zdejmując buty. Moje przypuszczenie potwierdził odgłos walnięcia czymś o szafkę w przedpokoju. - Kuźwa, po co ja kupowałam te cholerne buty? - Spytała, skarżąc się na sryliard pasków. - Nie uwierzysz! Uciekałam z ostatniego wykładu tak szybko, że omal nie zaliczyłabym gleby przed samym uniwersytetem. Myślałam, że mnie jasny szlag trafi.
   Według moich wyliczeń i wspólnego mieszkania z tą niewiastą, byłam pewna, że właśnie weszła do pokju by się przebrać. Po chwili kontynuowała:
- Nie dość, że sobie prawie nogi połamałam, błyskotliwa ja, to przypomniało mi się, że zaprosiłam do nas jednego z siatkarzy!
   Pit spojrzał na mnie porozumiewawczo. Skinieniem dłoni kazałam mu zostać na miejscu.
- Biegnę do mieszkania na łeb, na szyję. Deszcz okropny.
   Spojrzałam za okno. Nadal padało. Krople niemiłosiernie waliły o zewnętrzny parapet.
- Wbiegam po schodach, potykając się paręnaście razy przez te głupie buty, patrzę, a jego nie ma. Niech to... Pan jasny. Wiesz co chciałam powiedzieć, ale nie przeklinam. O nie. Powtarzałam mu chyba z trzy razy, żeby na mnie czekał.
   Weszła do łazienki. Siłą dedukcji wnioskuję, że po ręcznik, by osuszyć mokre włosy. Coraz głośniejszy jej głos wskazywał, że idzie w kierunku pokoju, w którym siedziałam razem z Piotrem.
- Powiedziałam, żeby, pod żadnym pozorem, nie wchodził do środka.
   Stanęła w progu.
   Powiem szczerze, że jej mina była bezcenna: rozdziawione usta, wybałuszone oczy, które wrzeszczały, błagając o wyjaśnienie, i złością oczywiście. Po chwili się ocknęła. Zamrugała parę razy, zamknęła buzię i usiadła na trzecim z foteli.
- Cześć - powiedzieliśmy równocześnie, zduszając chichot.
- Nie mogłaś mi wcześniej powiedzieć, że mamy gościa? - Spytała jadowicie, patrząc na mnie jak spode łba.
- Po pierwsze sama powinnaś wiedzieć, że będziemy mieć gościa, a po drugie, nie dałaś mi dojść do słowa. Poza tym, nie zauważyłaś, że w przedpokoju stoją adidasy, które są, z pewnością, na mnie za duże, a na ciebie tym bardziej?
- Jakby świeciły w ciemności to może bym dostrzegła! - Odparła oburzona.
- Dziewczęta - Pit pomachał do nas, przerywając zwalanie winy z jednej na drugą. - Chyba powinienem już iść. Po pierwsze - spojrzał na mnie, jakby chciał podkreślić, że to ja przed chwilą wypowiedziałam te słowa - mam trening. Po drugie, nie potrzebujecie mnie chyba do kłótni?

Od autora:

Mała zmiana planów. To jest, nie mam w piątki basenu i raczej mieć go nie będę, więc wielce możliwe, że to właśnie w ten dzień tygodnia będą dodawane kolejne rozdziały. W tym tygodniu wyjątkowo pojawiły się dwie notki. Jak wcześniej wspominałam na jeden tydzień przypada jedna porcja opowiadania. W tym przypadku jeden dzień z życia Leny.

Zbieżność imienia głównej bohaterki jest przypadkowa, Asiu :) Już dużo wcześniej miałam to opracowane. Tylko piszę, nic nie sugerując.

Jeśli chodzi o informowanie to wystarczy napisać swój nick w zakładce "Kontakt".

Wyznawajcie zasadę CZYTAM = KOMENTUJĘ, bo to na prawdę pomaga. Z resztą, wy również oczekujecie od swoich czytelników komentarzy. Ja staram się komentować zawsze, gdy przeczytam rozdział w jakimś opowiadaniu. Zostawiam po sobie ślad.

To chyba wszystko, co chciałam Wam powiedzieć... A nie!

Słyszeliście o tym, że Winiar będzie miał drugiego synka? Gratulacje, Michale! Oby rósł duży i zdrowy i w przyszłości może też reprezentował barwy naszego kraju? Kto wie, kto wie...

Pozdrawiam, Aleksowaa <3

poniedziałek, 30 września 2013

Prolog

W każdej pustej przestrzeni jestem brakującą cząstką, którą tylko Ty możesz zastąpić.



   Siedziałam na jednym z krwistoczerwonych, okrągłych, przyjemnych w dotyku foteli, które swoje miejsce zagrzewały przed 40-calowym telewizorem firmy Phillips. Do mojego przełyku, co jakiś czas, docierało parę łyków soku z czerwonych pomarańczy. Płyn, który był chwilą odetchnienia dla spragnionego organizmu i przesiąkniętej goryczą duszy. Po raz kolejny przycisnęłam brzeg wysokiej, wąskiej szklanki z białego szkła do ust.
   Do mieszkania wróciła moja trajkocząca współlokatorka, Melka. Jej imię brzmiało inaczej, ale nie to było teraz ważne. Była moją przyjaciółką odkąd pamiętam. Traktuję ją, jak siostrę. Nawet, gdy mam jej dość, znajduję w sobie siłę i wmawiam sobie i swojej podświadomości, że przecież jesteśmy, jak rodzina i gdyby nie ona nie miałabym nikogo w Rzeszowie.
   Od otworzenia przez nią drzwi nie mogłam jej uciszyć. Nawijała, jak katarynka. Nieszczęsna katarynka, której nikt nie doceniał, a która wielu ludziom nadawała sensu życia. Z kolei ja uwielbiałam jej głos. Aksamitny, delikatny, kruchy. Wolałam słuchać, niż być słuchaną. Pasowało mi jej gadatliwość, chęć bycia liderem. Niektórzy sądzili, że to ona rządzi w tej przyjaźni. Nie dostrzegałam tego. Może byłam, aż tak zdominowana?
   Zajęła miejsce koło mnie na bliźniaczym fotelu.
- Już się nauczyłaś na kolokwium? - Spytała z niedowierzaniem, patrząc na materiały zgromadzone przeze mnie na ławie z ciemnego drewna.
   Powoli pokiwałam głową, upijając ówcześnie łyk chłodnego napoju.
- Szybka jesteś. Tyle tego masz! - Powiedziała z uznaniem. - Słuchaj, mam pomysł - rzekła po paru minutach podekscytowana.
- O nie - wymamrotałam. - Znowu jakiś diler? - Zaśmiałam się.
- Nie rób sobie jaj! Myślałam, że dostanę dożywocie, jak tamten funkcjonariusz stanął w naszych drzwiach - udała, że mdleje i zaśmiała się histerycznie. - Wariatkowo - podsumowała. - Mam inna ideę. Dobrze, że siedzisz, bo zaliczyłabyś glebę.
- Pocieszające - wymamrotałam zrezygnowana.
- Och, zamilcz - uśmiechnęła się. Przerażał mnie jej pozytywizm. - Znajdę ci chłopaka.
   Bum! Jakby ktoś walnął ci młotkiem w łeb i powiedział, że to przez przypadek.
- Daruj sobie.
- Nie! Na serio, znajdę ci takiego przystojniaka o tak zajebistej osobowości, że migiem go pokochasz!
- A ty? Co z tego będziesz miała?
   Zamyśliła się i powiedziała po chwili:
- Jeśli zakochasz się w nim w ciągu 15 dni, albo pójdziesz z nim do łóżka to wisisz mi stówę.
- A jeśli nie?
- To ja jestem tobie winna taką sumę.
   Niegroźny zakład? Być może. Moje serce może nie jest ze stali, ale odporności ma nadto.
   Z resztą, byłam bardzo ciekawa tego, co zrobi Amelia, żeby wygrać zakład.
- Masz mi powiedzieć, od kiedy odliczasz.
- Jasne. Powiem ci, kiedy będzie drugi dzień.
- Okay.
- Czyli zakład stoi? - Spytała z iskierką w oku.
- Jak sądzisz? - Spytałam, uśmiechając się łobuzersko i wyciągając ku niej rękę.
- Sądzę, że tak - ujęła moją dłoń.
- Racja - przecięłam nasz węzeł.
- Zniszczę cię - zaśmiała się.
- Jestem odporna.
- Na niego nie będziesz - stwierdziła z przekonaniem.

Od autora:

CZYTASZ, to z łaski swojej, SKOMENTUJ.

Postanowiłam, że rozdziały będą dodawane raz w tygodniu w ciągu weekendu, najprawdopodobniej będzie to sobota, ponieważ w piątek mam basen, a w niedzielę będę zakuwać, znając życie. Mam nadzieję, że Was to usatysfakcjonuje, ponieważ innego wyjścia nie ma.
Rozdziały będą dłuższe niż na poprzednim blogu, przynajmniej większość, a samo opowiadanie nieco inne, aczkolwiek mam nadzieję, że będzie cieszyć się takim samym zainteresowaniem, a nawet większym.

Mam propozycję, że dodam jeszcze jedną stronę na bloga, w której będziecie mogli znaleźć linki do imaginów. Tych, które już napisałam i opublikowałam, oraz tych, które dopiero powstaną.

Jeśli chcecie być informowani o nowinkach na tym blogu skomentujcie ten post oraz w zakładce "Kontakt" w komentarzu zostawcie swój adres Twittera (np. @nick12) lub link do bloga, na którym miałabym Was o takowych nowościach informować. W zakładce "Kontakt" możecie również reklamować swoje blogi zaczynając komentarz od słowa "REKLAMA". Komentarze reklamujące będą oznaczane jako spam, jeśli pojawią się w innych zakładkach.

To tyle na początek. Pewnie i tak tego nie przeczytaliście.

Pozdrawiam, Aleksowaa <3